Zakończony ostatnio sezon publikacji wyników kwartalnych spółek notowanych na GPW wniósł powiew optymizmu w notowania giełdowych deweloperów. Większość z nich w pierwszym kwartale br. pochwaliła się zyskami znacznie lepszymi od osiągniętych w analogicznym okresie 2012 roku - pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.
Nie taki diabeł straszny?
Rok bieżący, który przez samych deweloperów zapowiadany był jako zdecydowanie najtrudniejszy w pięcioletniej historii rynkowego spowolnienia, zaczął się dla większości giełdowych przedstawicieli branży nadspodziewanie dobrze. Z pierwszej dziesiątki rynkowych liderów, deweloperów stricte mieszkaniowych o największej kapitalizacji, tylko przeżywający okresowe trudności płynnościowe Gant Development zanotował kwartalna stratę netto. Natomiast 8 na 10 spółek pokazało czysty zysk na znacznie lepszym od ubiegłorocznego poziomie, z progresem liczonym nie tylko w dziesiątkach, ale i setkach procent.
W sumie czołowa dziesiątka osiągnęła zysk netto w trzech pierwszych miesiącach tego roku w wymiarze ponad 77 mln zł, czyli o prawie 50 proc. lepszym niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Gdyby jednak z tej klasyfikacji wykluczyć pechowego Ganta, zakłócającego dodatnie statystyki branżowych tuzów, to pozostała dziewiątka w sumie zarobiła w omawianym okresie br. aż o 140 proc. więcej niż rok temu, a taka różnica robi już wrażenie - pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Zysk netto głównych deweloperów mieszkaniowych w 1. kwartale bieżącego i ubiegłego roku.
Źródło: RynekPierwotny.com
W jaki sposób osiągnięcie takich rezultatów stało się możliwe i czy jest to zjawisko trwałe? Według Jarosława Jędrzyńskiego, analityka rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com, skokowa poprawa wyników finansowych największych deweloperów mieszkaniowych w 1. kwartale tego roku nie jest niestety spowodowana nagłym ożywieniem koniunktury w krajowej mieszkaniówce. Jest natomiast efektem kumulacji przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Pewien wpływ na taki stan rzeczy mogła mieć zakończona w końcu ub. roku „Rodzina na Swoim", która w ostatnich kwartałach i miesiącach swej misji istotnie podbijała statystyki popytowe mieszkań z pierwszej ręki. Stąd też powtórzenie takich wyników już w bieżącym czy kolejnym kwartale wydaje się nie tylko wątpliwe, ale wręcz mało prawdopodobne.
Jednak tego typu sytuacja świadczy o wciąż zadowalającej kondycji branży, choć trudno uznać przedmiotową dziesiątkę giełdowych tuzów za grupę w pełni reprezentatywną dla całego rodzimego środowiska deweloperskiego. Jednak to ta grupa firm jest widoczna, analizowana i szeroko komentowana w mediach, a zatem to jej standing finansowy decyduje o postrzeganiu całej branży oraz jej bliższych i dalszych perspektyw. Coraz trudniej więc oczekiwać w jakimkolwiek przewidywalnym terminie „deweloperskiego Armagedonu" w ramach krajowego rynku nieruchomości, raczej wypada wypatrywać zbliżającego się dużymi krokami koniunkturalnego dołka.
Ostatni będą pierwszymi?
Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com, uważa że potwierdzeniem optymistycznych przewidywań co do perspektyw branży deweloperskiej już w średnim okresie jest pojawienie się ostatnio nadspodziewanie dużego jak na te czasy popytu na akcje spółek deweloperskich. Indeks WIG-deweloperzy, obok subindeksu budowlanego absolutnie najsłabszy od pięciu lat wskaźnik koniunktury na warszawskiej GPW, w ostatnich dniach przeżywa swój prawdziwy renesans. Po przeprowadzonej na przełomie kwietnia i maja kilkukrotnej próbie testu krytycznego wsparcia na poziomie 1270 punktów, WIG-deweloperzy dynamicznie ruszył do góry jak się wydaje w celu szybkiego pokonania szczytu z połowy stycznia br. na poziomie 1480 punktów. Taki scenariusz otworzyłby drogę giełdowym spółkom deweloperskim do długoterminowej, silnej i lukratywnej hossy.
Czy historia z poprzedniej dekady, kiedy to spółki deweloperskie pospołu z budowlanymi wiodły prym najdłuższej w dziejach warszawskiego parkietu hossy ma szansę na powtórkę? Na razie trudno jest przesądzać, czy w ogóle hossa z prawdziwego zdarzenia wzorem zachodnich parkietów wreszcie zawita i na GPW. Ponieważ jednak sporo czynników na to wskazuje, także ewentualność silnego podobieństwa obecnej atrakcyjności inwestycyjnej oraz niedowartościowania spółek deweloperskich i budowlanych do tej sprzed dokładnie 10 lat należy brać pod uwagę - podsumowuje Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.
Źródło:RynekPierwotny.com.