MDM od 2014 roku, czyli mała zmiana i wielki problem

  • tabela

Pozornie mało znacząca korekta terminu wejścia w życie nowego programu dopłat do kredytów hipotecznych, czyli „Mieszkania dla młodych" (MDM), może okazać się poważną przeszkodą w procesie odbudowy stanu koniunktury rynku mieszkaniowego w bieżącym roku, zarówno w jego części dotyczącej mieszkań nowych, jak i tych z drugiej ręki - pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Założenia, jakie w pierwotnej wersji zaprezentowało Ministerstwo Transportu i Budownictwa, zakładały uruchomienie nowego programu dopłat dokładnie w połowie br., czyli równo 6 miesięcy od daty zamknięcia „Rodziny na swoim". Ostatnio jednak termin ten został przesunięty w czasie, a aktualna, a co gorsza niekoniecznie ostateczna wersja przewiduje, że start nowego państwowego wsparcia w zakupie pierwszego w życiu lokum nastąpi najwcześniej z początkiem 2014 roku. Czy ta na pierwszy rzut oka nieistotna, zaledwie półroczna korekta może mieć w ogóle jakieś znaczenie? Niestety, dla części uczestników rynku nieruchomości, przede wszystkim zaś tych prowadzących w jego ramach działalność gospodarczą, popularna maksyma rodem z półświatka, stanowiąca że „rok nie wyrok", może nie znaleźć pełnego potwierdzenia, albo co gorsza, w przypadku istotnej liczby małych a nawet średniej wielkości przedsiębiorców, znaleźć zastosowanie dokładnie odwrotne.

Rynek urzędowo regulowany

Polska mieszkaniówka już co najmniej od 4 lat nie jest typowym środowiskiem wolnorynkowym. Ceny w jej ramach nie są bowiem wyłącznie wynikiem swobodnej gry popytu i podaży, ale w dużym, by nie powiedzieć decydującym stopniu, efektem bezpośredniego państwowego interwencjonizmu. Chodzi oczywiście o popularną, już niestety zakończoną „Rodzinę na swoim", która w ostatnich latach wyznaczała stawki za metr kwadratowy mieszkań w Polsce. Niestety obecna inicjatywa gremiów rządowych, a dotycząca MDM, jest kontynuacją tego dość kontrowersyjnego eksperymentu - pisze Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Dokładnie na przełomie lat 2008/2009, a więc wkrótce po słynnym upadku banku Lehman Brothers, sytuacja na krajowym rynku nieruchomości mieszkaniowych wydawała się na tyle beznadziejna, że prezes zarządu jednej z największych giełdowych spółek deweloperskich oświadczył wówczas wprost w wywiadzie telewizyjnym, że „mamy krach na rynku nieruchomości". Tak więc raczej nie przypadkowo w styczniu 2009 roku w nowelizacji ustawy o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania podniesiono ustalający limity cen w RnS współczynnik do obliczania wskaźników przeliczeniowych kosztu odtworzenia mkw. pow. użytkowej budynków mieszkalnych z wartości 1,3 do 1,4. Chodziło jak się można domyślać o zwiększenie dostępności, a tym samym ożywienie bardzo niemrawego dotąd popytu na mieszkania w ramach programu kredytów preferencyjnych, a przez to oddalenie realnej groźby załamania rynku, który zdaniem niektórych, w tym wspomnianego wcześniej menadżera, już stał się faktem.

Jak dziś wiadomo rządowy manewr zakończył się sukcesem, a krajowa mieszkaniówka nie podzieliła losu hiszpańskiej czy irlandzkiej, ale całkiem dobrze zniosła najbardziej krytyczny okres w swojej historii, z wszelkimi tego pozytywnymi skutkami dla całej polskiej gospodarki. Oczywiście nie za darmo, ale dzięki poświęceniu i determinacji ponad 30 tys. gospodarstw domowych, które w 2009 roku nabyły mieszkania w ramach „Rodziny" przy cenowych stawkach za mkw. wyższych od dzisiejszych w granicach 30 do nawet 40 procent. Z kolei niespełna 3 lata później, we wrześniu 2011 roku, w związku z pogarszającą się sytuacją budżetu, kolejna nowela inicjująca proces wygaszania „Rodziny" obcięła wspomniany współczynnik z obowiązującej wartości 1,4 do 1,0 dla rynku pierwotnego, oraz 0,8 dla wtórnego. Tu jak można przypuszczać chodziło o znaczne ograniczenie aktywności programu dla mieszkań nowych, a na rynku wtórnym niemal zupełną jego eliminację, efektem czego miały być wymierne oszczędności budżetowe oraz osiągnięcie wstępnego efektu wygaszania RnS - podkreśla Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Wskutek tej regulacji spadki cen mieszkań, przede wszystkim deweloperskich, istotnie przyśpieszyły w ramach uruchomienia procesu dopasowywania cenników deweloperskich do nowych limitów. Jest znamienne, że w latach 2009-2011, a więc okresie obowiązywania wyższych mnożników, średnia cena mkw. mieszkań w Polsce spadła zaledwie w granicach 10 do maksymalnie 15 proc. Dla porównania skalę spadków w największych polskich aglomeracjach dla najbardziej poszukiwanych lokali deweloperskich o powierzchni do 50 mkw., w okresie tylko 15 miesięcy, a więc od czasu nowelizacji ustawy o RnS w 2011 roku do końca roku ubiegłego, przedstawia załączona tabela, której zawartość raczej nie wymaga komentarza.


Ceny ofertowe mieszkań deweloperskich do 50 mkw. oraz ich procentowy spadek pomiędzy X 2011 a XII 2012.
Źródło: RynekPierwotny.com

Czekając na MDM
Na czym zatem polega kłopot z nowym programem dopłat na długo przed jego wprowadzeniem w życie? Otóż szczegółowy katalog warunków otrzymania dofinansowania rynek otrzymał już w końcu 2012 roku, natomiast termin uruchomienia programu wyznaczono, choć wciąż ze znakiem zapytania, dopiero na początek 2014. Przedłużenie „martwego" okresu programów dopłat pomiędzy zakończeniem misji RnS a startem MDM z 6 do 12 miesięcy stanowi poważny dylemat głównie dla strony podażowej rynku, a więc deweloperów i właścicieli mieszkań wystawionych na rynku wtórnym, niezależnie od tego, że nowy program tych ostatnich nie dotyczy - zauważa Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Z jednej strony bowiem jest raczej oczywiste, że w oczekiwaniu na MDM i tak mizerny obecnie popyt na mieszkania, wbrew pozorom nie tylko deweloperskie, może ponownie mocno wyhamować, i niestety potrwać długie miesiące. Z drugiej strony natomiast został być może mimowolnie stworzony i uruchomiony kolejny mechanizm silnej, pozarynkowej presji na spadki cen. Rynek dostał bowiem wyraźny sygnał, że skoro za rok mieszkania będą dostępne dla uprawnionych osób w cenach równych limitom przepisanym z RnS minus 15-20 proc. dopłaty, to i w ciągu całego bieżącego roku nie warto przepłacać, i należy kategorycznie żądać od deweloperów cen w ten sposób skalkulowanych, bez względu na to w jakim wieku jesteśmy i czy szukamy pierwszego w życiu lokum czy kolejnego.

Oczywiście przecena mieszkań w polskich warunkach jest w okolicznościach słabej ich dostępności czymś zupełnie naturalnym i nie podlegającym dyskusji. Istnieje jednak pewna granica wytrzymałości rynku, określana różnicą pomiędzy cenami po których mieszkania były masowo nabywane w szczycie boomu, najczęściej w kredycie denominowanym, a cenami minimalnymi, których poziom dziś jest usilnie poszukiwany. Jeżeli proces korygowania wyceny nieruchomości mieszkaniowych w sposób nadmierny i uporczywy będzie stymulowany czynnikami nierynkowymi, może to doprowadzić do sytuacji, w której ta cienka granica zostanie przekroczona, a stąd już tylko krok do załamania rynku np. według scenariusza hiszpańskiego - podsumowuje Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Źródło:Architektura.info

Komentarze (0)
Zaloguj się, abyś mógł komentować