Co roku w Polsce na raka płuc umiera ponad 20 tysięcy osób. Główne powody to palenie papierosów oraz wdychanie pyłu azbestowego. Szacuje się, że w kraju wciąż znajduje się prawie 15,5 mln ton wyrobów z azbestem, w tym ponad 1,3 mld mkw. płyt zawierających ten szkodliwy minerał. Najgorsze jest to, że azbest ukryty jest w ścianach szkół i przedszkoli.
W budownictwie azbest powszechnie stosowano przez 30 lat, aż do lat 80. minionego wieku. W 2007 r. z budżetu państwa na usuwanie zagrożenia przeznaczono w całym kraju... pół miliona złotych. W takim tempie azbestu nie zlikwidujemy nawet za pół wieku.
Gminy i podmioty gospodarcze obowiązane są co roku informować Urząd Marszałkowski o aktualnym stanie dotyczącym usuwania azbestu, ale dokładnie zinwentaryzował się tylko Piotrków Trybunalski. Dziewięć gmin, w tym miasto Łódź, w ogóle nic nie przysłało. Urząd Marszałkowski posiada informacje o zasobach azbestowych 100 firm w województwie, ale przecież wiadomo, że to kropla w morzu.
Według rządowych szacunków z 2003 r. Łódzkie z milionem ton azbestu było trzecie w kraju. Od tamtego czasu rocznie z budynków w województwie znika 40-50 tys. ton.
Według prawa, każda firma zgłasza ilość azbestowych odpadów wojewodzie, zaś każdy mieszkaniec burmistrzowi, prezydentowi lub wójtowi gminy.
Są jednak dane wydziału gospodarki komunalnej, który przygotowuje plan gospodarki odpadami. Wynika z nich, że w Łodzi w 2004 r. zewidencjonowano 88,1 tys. ton, rok później ponad 111 tys. ton, a w 2006 r. już ponad 284 tys. ton. W Łodzi niemal całego azbestu pozbyło się już śródmiejskie osiedle Manhattan, konsekwentnie robi to także Zgierska Spółdzielnia Mieszkaniowa i miasto Skierniewice. Usunięcie tylko jednej tony azbestu to koszt około tysiąca złotych. Właściciel domu z dachem o powierzchni 140 mkw. zapłaci 2 - 3 tys. zł.
Całkowity zakaz używania tego minerału na świecie zaczęto wprowadzać w latach 80. Podobnie jak w Polsce, w innych krajach także nie uporano się z problemem. W Wielkiej Brytanii azbest spowodował w zeszłym roku aż 3 tys. zgonów. Specjaliści obawiają się, że w 2010 r. ta liczba może wzrosnąć nawet do 10 tysięcy.